wtorek, 15 grudnia 2015

Nie bądź sobą - recenzja filmu "Just Jim"

Już pierwsze kadry "Just Jim" wskazują, że nie będziemy mieć do czynienia z prostą historią "od zera do bohatera" czy raczej w tym przypadku "od nieudacznika do twardziela". Od początku uwagę widza przykuwa mroczna atmosfera, znikome oświetlenie i ponury klimat rodem z horrorów, co daje do zrozumienia, że nie będzie to zwyczajny film o dorastaniu.






wtorek, 1 grudnia 2015

Niezwykłe życie Michaela J. Andersona

Znacie tego pana? Niektórzy mogą kojarzyć go z serialu "Twin Peaks", gdzie zagrał Człowieka z innego miejsca, który porozumiewał się w nieznanym języku, inni jako Samsona z produkcji HBO, "Carnivale". Właśnie w tym drugim serialu zwrócił moją szczególną uwagę, dzięki czemu postanowiłem przyjrzeć się bliżej jego niezwykłej historii.





wtorek, 10 listopada 2015

The Commitments. Tragikomedia spod ręki Alana Parkera

Alan Parker nie daje się zaszufladkować w konkretnej ramie gatunkowej i każdy kolejny film realizuje inaczej. Ma na swoim koncie mroczne thrillery ("Midnight Express", "Harry Angel"), kryminały ("Mississippi w ogniu") czy dramaty ("Prochy Angeli", "Ptasiek"). Doskonale odnajduje się także w kinie muzycznym, przywołując choćby słynne "Pink Floyd The Wall". Uznany Brytyjczyk na chwilę postanowił odpocząć od Ameryki i w Irlandii nakręcił "The Commitments", tym razem lekki film muzyczny, choć tutaj bardziej pasowałoby określenie tragikomedia.







wtorek, 3 listopada 2015

Sons of Anarchy. "Protect the club"

Witajcie w Charming. Miasteczku, które na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym w słonecznej Kalifornii. Miasteczku o wdzięcznej, ale także i ironicznej nazwie, bowiem Charming z urokliwym miejscem ma niewiele wspólnego. Tutaj współczynnik zabójstw czasem i przewyższa przestępcze Baltimore znane z kultowego "The Wire".




niedziela, 1 listopada 2015

Czy zabiłbyś dziecko? Zapomniana perełka kina grozy

Na odtrutkę po powtarzających się motywach w amerykańskich horrorach, widzowie zaczęli sięgać po produkcje europejskie. W ostatnich latach prym wiedli Hiszpanie, którzy nakreślili własny styl prowadzenia opowieści i którzy dodali powiewu świeżości gatunkowi. Do najsłynniejszych filmów należą "Rec" i "Sierociniec", ale warte uwagi są także mniej znane "Napaść" i "Słodkich snów". Jeszcze wczoraj nie miałem pojęcia jednak, że twórcy z Półwyspu Iberyjskiego pierwszorzędne kino grozy kręcili już w latach 70-tych.




środa, 28 października 2015

Świadek oskarżenia. Gra z widzem według Billy Wildera

Na przełomie lat 50-tych i 60-tych powstawały w Hollywood najlepsze dramaty sądowe, dzieła docenione zarówno w ówczesnym czasie, jak i po latach. W samym 1957 roku powstały takie klasyki  gatunku jak "Dwunastu gniewnych ludzi" i "Świadek oskarżenia". Dziś o tym drugim.




poniedziałek, 26 października 2015

Entourage. Powrót starych znajomych

Przede wszystkim - nie zabierajcie się za film, jeśli wcześniej nie widzieliście serialu. Słowa mogą wielu zrazić, ale gwarantuję, że nie będziecie w stanie wyłapać wielu żartów i smaczków dla wtajemniczonych. Film najprawdopodobniej będzie wówczas jedną z wielu amerykańskich komedii, z kolei fani powinni czuć się usatysfakcjonowani. Kinowa wersja "Ekipy" jest jak impreza Waszego kumpla, na której będą jedynie jego starzy znajomi. I niby wciąż będziecie się nieźle bawić, ale w którymś momencie, i to nie raz i nie dwa, pojawią się historie zaczynające się od słów: "A pamiętacie, gdy...". Wszyscy już na początku będą pękać ze śmiechu, a Wy nie będziecie wiedzieć o co chodzi. Dlatego tak ważne jest wcześniejsze zapoznanie się z serialem.




piątek, 23 października 2015

Starsza pani znika. Zanim Hitchcock wyjechał do USA

Filmy Alfreda Hitchcocka sprzed wyjazdu do Stanów Zjednoczonych są mało popularne. Swoje najbardziej uznane dzieła jak "Psychozę", "Ptaki", "Zawrót głowy" czy "Okno na podwórze" zrealizował właśnie w Ameryce. Jeśli jednak chcecie poznać twórczość legendarnego reżysera sprzed emigracji z Wielkiej Brytanii, to "Starsza pani znika" będzie chyba najlepszym wyborem.





środa, 21 października 2015

Bandyci czasu. Potęga wyobraźni Terry'ego Gilliama

Kino fantasy nie jest tak uniwersalnym gatunkiem jak komedia, dramat czy thriller, które trafią w każdy gust. Swoich fanów jednak ma i nie jeden filmowiec może jedynie pozazdrościć takich wyników w box office'ach jakie osiągają filmy Petera Jacksona czy kolejne części "Harry'ego Pottera". Rzadziej się jednak zdarza, by publika sięgała po twórców nie tyle, co mniej uznanych, co nie cieszących się tak dużą popularnością. Nie wspominając o pierwszych, zapomnianych już tytułach danego reżysera. Dlatego dziś o "Bandytach czasu" Terry'ego Gilliama.




czwartek, 15 października 2015

Siedmiu wspaniałych i kilka słów o wymarłym gatunku westernu

Dziś już nikt nie lubi westernów. To zdanie może niektórych obrazić, mnie również, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Obecnie western kojarzy się z dzieciństwem i niedzielnymi obiadkami u babci i dziadka, kiedy to popołudniami telewizja puszczała westerny z Johnem Wayne'em. Dziś kojarzą się raczej źle, garstka gości jeździ na koniach, łypie spode łba i strzela do siebie. Brzmi kiczowato.




wtorek, 13 października 2015

X, y i zet - czyli kto się boi Elizabeth Taylor?

Podczas seansu "X, y i zet" nie trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia ze swego rodzaju brytyjskim odpowiednikiem "Kto się boi Virginii Woolf?", biorąc pod uwagę dodatkowo wspólny mianownik obu produkcji, czyli Elizabeth Taylor w roli głównej. Postać Zee, w którą wciela się legendarna aktorka jest zresztą bliźniaczo podobna do bohaterki uznanego filmu Mike'a Nicholsa.




niedziela, 11 października 2015

Friday Night Lights. "Clear eyes. Full hearts!"

"Friday Night Lights" posiada trzy cechy, których nie cierpię w serialach. Po pierwsze, jest produkcją stacji ogólnokrajowej. Naprawdę dobre seriale poza kablówką sprawdzają się w zasadzie tylko na polu komediowym. Po drugie, jego bohaterami są nastolatkowie. Poza oryginalną, brytyjską wersją "Skins", nie wyobrażałem sobie, że w tym zakresie coś jeszcze będzie potrafiło sprawić, że będę chciał oglądać następne odcinki. Tylko twórcy "Skins", moim zdaniem, potrafili w realny sposób przedstawić historię nastolatków w telewizji . I w końcu po trzecie - jego tematyka mnie zupełnie nie interesuje, ponieważ całość opiera się na futbolu amerykańskim. Na palcach jednej ręki i to bez potrzeby wykorzystania wszystkich palców, wyliczę dobre produkcje z tej tematyki, a i tak największą zaletą "Any Given Sunday" był Al Pacino.




piątek, 9 października 2015

These Final Hours. Ostatnie chwile przed końcem świata

Australia. Bliżej nieokreślona przyszłość. W Północny Atlantyk uderza meteoroid. Z zachodu nadchodzi wielka fala gorąca, która zabije wszystkich. Ludziom pozostało raptem kilka godzin życia. Tak zaczyna się "These Final Hours". Tutaj nie ma planu B, plan B nie istnieje, reżyser daje nam to do zrozumienia już w pierwszych minutach filmu. Nie liczcie więc na bohaterskiego Bruce'a Willisa, który w ostatniej chwili przeciwstawi się zagrożeniu. To nie Hollywood, koniec jest nieunikniony, nieubłagany.




The Office. "That's what she said!"

"Biuro" to kolejna niedoceniona w naszym kraju amerykańska perełka. W Polsce wyświetlany przez Comedy Central furory jednak, nie wiedzieć czemu, nie zrobił. Produkcja jest remakiem wielokrotnie nagradzanego brytyjskiego serialu o tym samym tytule, którego twórcami są Ricky Gervais i Stephen Merchant - w amerykańskiej wersji pełnią oni rolę producentów wykonawczych. W Stanach Zjednoczonych serial wyświetlany przez stację NBC, był prawdziwym hitem przez blisko 8 lat, co potwierdzają prestiżowe nagrody - jedna statuetka i pięć nominacji do Emmy za najlepszy serial i trzy nominacje do Złotego Globu w tej najważniejszej kategorii.




Oz. Witajcie w piekle

"Oz" to pierwszy godzinny serial stacji HBO. To od niego tak naprawdę zaczęły się poważne seriale w telewizji, to on pierwszy przełamał wszystkie bariery i zrobił to w iście niszczycielskim stylu. "Oz" dla telewizji jest jak "Głębokie gardło" dla pornografii, jak "Obywatel Kane" dla kina. Przełom. Legenda. Jak dziś wyglądałaby telewizja, gdyby nie pewne dzieło z 1997 roku, autorstwa Toma Fontany? Czy oglądalibyśmy teraz "Sześć stóp pod ziemią", "Rodzinę Soprano" czy "Prawo ulicy" (to w końcu po obejrzeniu Oz, David Simon, twórca "The Wire" udał się z pomysłem do stacji HBO)?




The Killing. W deszczowym, ponurym Seattle

"Dochodzenie" to mało znane dzieło stacji AMC, żyjące nieco w cieniu takich hitów jak "Breaking Bad", "Mad Men" czy "The Walking Dead". Fabuła oparta jest na duńskim serialu "Forbrydelsen". W Polsce, wyświetlany przez telewizję FoxLife, przeszedł praktycznie bez echa. Niesłusznie, bo serial to prawdziwa perła seriali kryminalnych.